piątek, 27 listopada 2020
Od Vanyi cd. Johnnego
czwartek, 26 listopada 2020
Od Johnnego do Vanyi
poniedziałek, 23 listopada 2020
Od Shaylyn cd Christiana
Nie wiedzieć czemu, miała wrażenie, że wyczuwa w nim jakąś zmianę. Nie potrafiła stwierdzić, skąd dokładnie takie odczucia się brały. I na ile nie wyolbrzymiała pewnych zachowań. Zmianą jakiej była pewna w stu procentach był brak odpowiedzi na jej prowokację. Zaskoczył to ją dość poważnie, a nawet przemknęła jej myśl, że może jednak chłopak nie jest zainteresowany i powinna sobie darować. Iść uprzykrzać życie komuś innemu. Wpatrzyła się w jego oczy próbując coś z nich wyczytać, podczas ich leniwych ruchów.
- Zależy - odpowiedziała powoli, przesuwając jednak jedną z dłoni na jego bark.
- Od czego?
- Od dnia, chwili, partnera… Wielu czynników – powiedziała, odwracając na moment wzrok. Po chwili jednak wróciła do jego ciemnobrązowych oczu. – Chociaż wolę takie bardziej… gibkie? Oj no nie odbieraj tego jak pokraczną próbę flirtu – zaśmiała się, kiedy chłopak uniósł głowę, aby spojrzeć w sufit. Wyglądało jakby błagał wszystkie siły o cierpliwość. Nie do końca wiedziała też, dlaczego nie odpowiadał na jej wcześniejszy flirt. – Może niezbyt fortunnie ujęłam to, że ćwiczyłam pole dance… i balet.
Chłopak spojrzała na nią z widocznym zaskoczeniem. W cale nie dziwiła jej jego reakcja. Jakoś nikomu nie pasowała do tego tańca. Oczywiście jak już się przyznała do pobierania w przeszłości nauk w tym tańcu. Może dlatego, że w pewnym momencie zaczęła czuć się tam jak nie pasujący element? Baletnica zazwyczaj kojarzyła się ze kimś delikatnym, niewinnym i bezbronnym. A ona no cóż… Daleko było jej do tego stereotypu. Od kwiecistych wzorów na spódnicach, wolała ciemniejsze barwy i spodnie. Jasne do klubów, czy czasem na rodzinne spotkania lubiła założyć sukienkę, jednak najlepiej czuła się w dresie. Podkulanie ogona pod siebie nie wchodziło w grę, gdyż wolała sama walczyć o siebie. A jej niewinność już dawno odeszła w zapomnienie. Pole dance za to całkowicie wpasowywał się w jej prowokacyjną stronę.
- Naprawdę? – Odezwał się w końcu.
- Tak wiem, nie spodziewałeś się po mnie – odpowiedziała, tradycyjnie wywracając oczami.
- Znaczy nie chodziło mi, że moim zdaniem się nie nadajesz czy coś – zaczął szybko, a pod dłońmi doskonale mogła poczuć jak jego mięśnie napinają się.
- Spokojnie, wiem, że nie miałeś niczego złego na myśli –powiedziała patrząc mu ponownie głęboko w oczy. - Jesteś dziś jakiś strasznie spięty, Juleczku. Spokojnie, nie mam zamiaru odstawić powtórki z rozrywki, z naszego ostatniego tańca. Wystarczy mi takich wyskoków z obcymi mi facetami na jakiś czas…
Chłopak uśmiechnął się pod nosem, jednak darował sobie skomentowanie tego. Rozgryzienie tego faceta naprawdę nie było proste. W jednej chwili był dupkiem, który rozjeżdżał cię na chodniku, a w drugiej tańczył z tobą wolnego, trzymając grzecznie rączki na biodrach.
- Marrero, nie płacę ci za obściskiwanie się z jakimiś pannami! – Silne ramię pociągnęło niespodziewanie chłopaka do tyłu, odwracając go w stronę starszego mężczyzny.
Dziewczyna wręcz automatycznie złapała za ramię chłopaka, jakby próbując zahamować go przed zrobieniem czegoś głupiego.
- Ale w przerwie mam prawo robić, co mi się podoba – warknął Julian, patrząc mu hardo w oczy.
- Minuta i widzę cię przy barze – odpowiedział puszczając go.
Odprowadzili go wzrokiem, po czym brunet odwrócił się ponownie do szarowłosej. Shay uświadomiła sobie, że wciąż trzyma ręce na jego ramieniu, zabrała je ukrywając swoje zażenowanie.
- Lepiej wracaj do pracy, bo nie chcę mieć cię na sumieniu. Teoretycznie jakby cię wylali mogłabym zatrudnić cię u siebie, ale ze względu na Xava i do tego Hardina byłby to dość średni pomysł… - Zaśmiała się nerwowo. – Dzięki z taniec, mimo że nie mieliśmy szans na coś żywszego – dodała całując go krótko w policzek i odsunęła się, chcąc odejść. Powstrzymała ja dłoń chłopaka, zaciśnięta na jej nadgarstku.
- Wiesz, w sumie za moment kończę pracę, więc…
- Więc może zdążysz mnie jeszcze złapać –wtrąciła z jej typowym uśmieszkiem. – A teraz wracaj do roboty.
Chłopak odszedł oglądając się jeszcze przez moment za ramię. Shaylyn pomachała mu, jednocześnie drugą ponaglając go. Naprawdę źle by się czuła ze świadomością, że mogłaby być w jakimś stopniu odpowiedzialną za wyrzucenie go z pracy. Po jego specjale, który dla niej przygotował, miała wrażenie, że jednak robił to z pasją. Podejrzewała, że nie było to jego jedyne źródło utrzymania, ale i tak nie chciałaby nigdy namieszać w jego życiu. Co niejako robiła, nie wchodząc stąd jak tylko go zobaczyła. Nigdy nie mogła mieć pewności, że Xavier nie posłał za nią ogona, który uprzejmie by na nią doniósł.
- A co tu się wyprawia – rozległo się przy jej uchu, wyrywając ją z zamyślenia.
Krzyknęła zaskoczona i spojrzała rozszerzonymi oczami na blondyna. Ten poruszał sugestywnie brwiami z zawadiackim uśmiechem. Trzepnęła go w ramię wywołując jeszcze większe jego rozbawienie.
- Jesteś psychiczny, mówiłam ci to kiedyś? Przestań się do mnie zakradać, jak nie chcesz kiedyś oberwać – powiedziała odwracając się do niego przodem.
- Ty nie próbuj mnie rozproszyć, tylko się spowiadaj… Co to za jeden?
- A co jesteś zainteresowany? – Zapytała unosząc brew.
- Nawet jeśli, to on raczej upatrzył sobie ciebie… I vice versa, coś tak czuję na mój nos… Jaki byłby ze mnie przyjaciel, gdybym ukradł ci faceta.
Szarowłosa zaśmiała się, kręcąc głową. Czasami się zastanawiała, co by zrobiła bez tego wariata. Złapała go za rękę, ciągnąc w stronę parkietu.
- Skończ już gadać głupoty i chodź tańczyć…
- A zatańczymy przytulańca? – Zawołał za nią proszącym tonem, aby się z nią podrażnić.
- Jeżeli zaraz nie skończysz, to nasz taniec skończy się to moim kolanem w twoim kroczu.
Chłopak uniósł wolną dłoń w poddańczym geście, po czym przyciągnął ją bliżej do siebie. Po chwili jednak obrócił ją szybko wokół własnej osi, włączając się w tańczący tłum. Wypędziła z głowy wszystkie niechciane myśli i oddała się całkowicie muzyce. Colin kręcił nią piruety, aż nie raz kręciło jej się w głowie, jednak z jej ust nie schodził wesoły uśmiech. Od czasu do czasu jej spojrzenie padało w stronę baru, gdzie napotykało ciemnobrązowe oczy skierowane na nią. Kontakt wzrokowy jednak szybko się urywał, kiedy blondyn ponownie obracał nią lub wyginał ją mocno do tyłu. Podczas jednego z takich wygięć musiała mocno uczepić się jego barków, aby nie przewrócił jej na parkiet. Przetańczyli kilka następnych piosenek, aż w końcu zeszli ciężko oddychając i oparli się o ścianę w celu odpoczynku. Dziewczyna oparła głowę o jego ramię, mimowolnie przenosząc wzrok na bar. Julian szybko uwijał się z wpadającymi zamówieniami, jednak wydawało jej się, że w jego postawie widzi jakiś napięcie. Ciekawiło ją co wywołało to spięcie. Nie mogła dłużej się zastanawiać, kiedy chłopak stojący obok niej, mimo jej lekkiego oporu, pociągnął ją ponownie w stronę parkietu.
Juleczku, skarbie?
(1042 słów)
niedziela, 22 listopada 2020
Od Christiana cd Shaylyn

- Hallo. - dziewczyna pomachała dłonią przed twarzą chłopaka, który był widocznie przez chwile zamyślony. Spojrzał na nią z pytającą miną. - Mówiłam, że mógłbyś się popisać swoimi zdolnościami, skoro tu pracujesz. - Przewróciła teatralnie oczami.
- Aaaaa. - Podrapał się po karku i się zaśmiał. Ponownie nachylił się nad dziewczyną. - A co panienka sobie życzy ?
- Proszę bardzo mój specjał dla Ciebie. - Postawił kieliszek przed nią i oparł się o blat, niecierpliwiąc się, aż spróbuje.
Wzięła kieliszek w swoje drobne dłonie i zamoczyła usta w alkoholowej substancji, po czym upiła łyk. Postawiła z powrotem kieliszek na barku, spojrzała mu głęboko oczy. Chris od razu zauważył, że biała ciecz została na jej ustach. Miał straszną ochotę pocałować ją, jego głowa znowu zaczęła wyobrażać sobie zdecydowanie za dużo. Ahh ta jego zmiana charakteru i osobowości. Shay ciągle patrzyła mu głęboko w oczy, po czym delikatnie i powoli oblizała usta. Jego mózg wariował, jakby włączył się alarm podniecenia.
- "Muszę zachować spokój". - Pomyślał sobie i głośno przełkną ślinę. Na pewno to usłyszała pomimo głośnej muzyki. - Jak ci smakowało ? - Postanowił nie dać się dziewczynie, która znikąd znowu chyba chciała go sprowokować. Wiedział, że gdyby się na nią teraz rzucił, zniszczyłby wszystko, więc zdecydowanie wolał się uspokoić.
- Powiem ci Julek, że bardzo dobre. - Powiedziała z delikatnym uśmiechem. Zaraz, zaraz czy ona z nim filtruje? Chyba tak. Chris musi to wytrzymać, może dzięki temu lepiej będzie o nim myślała. - Idziesz zatańczyć ? - Zapytała nagle.
- Jestem w pracy. - Powiedział stanowczo, chyba to ją trochę zdziwiło. Może to zabrzmiało trochę za surowo. Dziś Chris był pełen obaw. Naprawdę polubił ją i nie chciał jej zawieść swoim nędznym zachowaniem.
- Nie chcesz ze mną zatańczyć. - Tym razem to ona się nachyliła. Zrobiła minę smutnego kociaka. Wyglądała tak uroczo, że nie mógł jej odmówić. Uśmiechną się pod nosem i po chwili pojawił się obok mnie.
- No ja ci pokazałem, jak robię drinki, a ty pokaż, jak ładnie tańczysz. - Chwycił ją za dłoń i okręcił ją wokół jej własnej osi. Dj puszczał świetne, ruchliwe piosenki. Gdy byli już na środku parkietu, pojawiła się wolny kawałek. - No nie. - mruknął niezadowolony. Chciał potańczyć coś szybkiego i szalonego.
- Nie marudź. - Przewróciła teatralnie oczami, a on się zaśmiał. Położył dłonie na jej biodrach, a ona swoje delikatne dłonie położyła na szyi.
- Lubisz takie wolne kawałki? - Zapytał zaciekawiony. Patrzył jej głęboko w oczy, a jego dłonie, były w jednym miejscu na biodrach.
sobota, 21 listopada 2020
Johnny Mendoza

- Diego Mendoza– ojciec, rodowity Meksykanin i dumny kontynuator rodzinnej firmy Edén, zajmującej się luksusowym ogrodnictwem. Mimo tego, że nie popiera decyzji syna o wstąpieniu do gangu, wie, że jego wkład pomógł w utrzymaniu domu, dopóki nie pojawiła się macocha. Mają z Johnnym dobry kontakt, chociaż z dnia na dzień pogarsza się, niby powoli, ale wciąż, niezmiennie. Baby nie jest zły na niego, że znalazł sobie kobietę, ba, wręcz się cieszy, bo wciąż pamięta stan ojca po śmierci matki, ale wciąż czuje lekki niesmak do całej sytuacji.
- Ramona Díaz Mendoza – matka, zmarła w wypadku dwanaście lat temu. Sama zajmowała się szemranym biznesem i brała udział w nielegalnych wyścigach (przez jeden z nich właśnie straciła życie) i Johnny sam nie wie, czy to dlatego poszedł w jej ślady, czy może dlatego, że nie miał innej opcji. Mimo swojej ostrej i nieprzewidywalnej fasady była ciepłą i dbającą kobietą, a przynajmniej tak została zapamiętana przez rodzinę. Johnny zdążył przez dekadę wyrzucić z głowy złe wspomnienia związane z Ramoną i teraz trzyma tylko te pozytywne. Prawdopodobnie ojciec zrobił to samo. Ale co mają robić, wyliczać wady kogoś, kto już dawno zniknął z powierzchni Ziemi?
- Justine McCarthy – macocha, wypalona gwiazda Hollywood. Zagrała w trzech znanych filmach i zniknęła z afiszów. Pieniądze i chęć zabawy została, więc szybko znalazła sobie mężczyznę do towarzystwa, a Diego Mendoza nie narzekał. Mimo trudnych początków ich związku kochają siebie. Przynajmniej tak to wygląda. To dobra, choć dosyć zastała w swoich poglądach kobieta. Próbuje być miła dla przyszywanego synka, ale i ona i Johnny dobrze wiedzą, że nigdy nie będą się uwielbiać, więc stawiają na tolerowanie się nawzajem (chociaż i tak Johnny nigdy w życiu nie mówił na nią "mama". I nie zamierza). Przynajmniej jej pozostałość po sławie daje im szansę na dogodne życie. No i prawdziwego, całego indyka na Dziękczynienie.
- Harrison McCarthy – młodszy o dziesięć lat przyszywany brat, który pojawił się w domu razem z Justine. Jako jedyny poza ojcem wie, że Johnny jest członkiem Blackwood Beast i chociaż za nim nie przepada, nie wydał i nie zamierza go wydać. Ubzdurał sobie, że zostanie naczelnym bad boyem i również wstąpi do gangu, chociaż w jego przypadku chce to zrobić ot, tak, dla zachcianki. Na razie mu się to nie udało i nie wygląda, by wyszło na to w przyszłości. Gdyby nie to, że na siłę próbuje się wywyższać, nie byłby taki zły. No i gdyby nie podbierał Baby drobnych i trawy.
- Valencía Moreño – pierwsza, która do niego podeszła, gdy dostał skórzaną kurtkę Blackwood Beast. Pomogła mu oswoić nowiutki motocykl i nauczyła zmiany perspektywy, z której oglądał macochę i jej dzieciaka. Trzymają się razem, w klubie i poza nim. Z Valencíi jest niezły drań, nie pozwala innym dyktować jej życia, niezależna jak mało kto. Niektórzy, nawet bliscy jej członkowie klubu, w życiu nie widzieli u niej innego wyrazu twarzy niż beznamiętna obojętność. Dba o Baby jak o rodzonego młodszego brata, chociaż nie różnią się na tyle wiekiem, by mogła się z tego tak tłumaczyć. Valencía i Johnny spędzają razem wieczory zalane stereotypową tequilą i nachosami, obgadując wszystkich w mieście hiszpańskimi szeptami, bo w końcu tutaj się mówi po angielsku, kto zrozumie?
- Vanya Izaak Lazarev – ying do jego yang, Bonnie do jego Clyde'a (tylko tak platonicznie, bez romansu), Thelma do jego Louise. Vanya i Johnny dopełniają się w dziwnie perfekcyjny sposób, w pracy i poza nią. I choć Baby nie jest w sumie pewien, czy Sucker nazwałby go swoim przyjacielem, Johnny bez wahania powiedziałby, że Vanya jest jego powiernikiem, najbardziej zaufaną osobą, najlepszym przyjacielem. Do grobowej deski, czy coś tam. Przynajmniej Baby na pewno zapędziłby się do grobu, jeżeli miałoby to uratować życie Vanyi. Oby tylko ten myślał tak samo.
- Przez wypadek z bronią Johnny jest niedosłyszący na prawe ucho. Na szczęście ślepak jedynie drasnął głowę chłopaka, ale zamiast wielkich blizn (pozostała mu ta mała, bo szybko przewieźli go do pobliskiego szpitala) ostał mu się nadwyrężony słuch. Osiemnastoletni wtedy Baby dość szybko nauczył się języka migowego (łagodnie mówiąc, miał na tę naukę niezłe parcie, bo tygodnie nudy w szpitalnym łóżku nie były dobre dla jego psychiki, więc chciał zająć się czymkolwiek), chociaż lewe ucho jest stuprocentowo sprawne (w prawym nie słyszy praktycznie nic, choć szumy, tak czy siak, czasami się pojawiają). Dlatego zdarza mu się migać podczas rozmowy i z reguły, jeżeli kogoś słucha, przekręca głowę (przez co czasem wygląda jak ogłupiały szczeniak z filmików internetowych) tak, by lepiej słyszeć. Nie przeszkadzają mu pytania innych, ale nie uważa siebie za ani trochę mniej sprawnego od tych, którzy słyszą perfekcyjnie z dwóch stron.
- Do jakiejkolwiek dłuższej pracy przy komputerze zakłada okulary ze specjalnymi szkłami. Są to srebrne, okrągłe oprawki z lekko niebieskawym zabarwieniem soczewki. Pytającym o nie żartobliwie odpowiada, że skoro słuch już ma zły, to wzrok źle by było stracić.
- Nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu na dłużej niż średnio dziesięć minut. Wierci się jak opętany, czy dzieciak na przydługim koncercie muzyki klasycznej. Podobno to przez ADHD, ktoś inny wspominał, że to wina kokainy, którą kiedyś systematycznie brał. Sam Johnny mówi, że po prostu nie może znaleźć wygodnej pozycji.
- Ma niemałą awersję do broni palnej (może to wina wypadku, może wspomnień matki, czy czegoś innego) i nosi ją tylko, kiedy naprawdę musi, w ostateczności. Praktycznie nigdzie się bez noża sprężynowego, który dostał od Valencíi na urodziny.
- Jak przystało na właściciela podwójnego obywatelstwa, Johnny wychował się w rodzinie dwujęzycznej, więc zarówno angielski, jak i hiszpański są jego ojczystymi językami. Zdarza mu się gubić pojedyncze słowa w jednym języku i zastępować je ich odpowiednikami z tego drugiego. Kiedy mówi po angielsku (szczególnie gdy nie zwraca uwagi na wymowę) słychać u niego specyficzny, latynoski akcent. Oprócz tego w szkole liznął odrobinę francuskiego, ale szybko się poddał. Do umiejętności językowych można też zaliczyć wcześniej wspomniane miganie, które towarzyszy w niektórych sytuacjach jego wypowiedziom (zwłaszcza gdy nie potrafi się wysłowić).
- Słucha muzyki z dosłownie każdego gatunku, nie jest wybredny, szczególnie gdy pracuje przy komputerze i potrzebuje czegoś brzmiącego w tle. W dodatku ma dziwne zamiłowanie do electropopu.
- W ostatnim roku, czy to przez chęć zróżnicowania swoich zainteresowań, czy wina tego, że znalazł instrument z dyskontu, zacząć grać na gitarze basowej. Tak o, dla rozluźnienia, zajęcia czymś rąk. Poza tym wcale tragicznie mu nie idzie.
- Żeby na dobre zadomowić się w Kalifornii i zaznać smaku niezależności, Baby kupił loft w jednym z wieżowców w centrum miasta, jak tylko ojciec się ustatkował. Mieszkanie jest dość przestronne jak na jedną osobę, ale w każdym rogu leżą graty, od części komputerowych po rozkręcone laptopy, stary składak z czasów, gdy skonfiskowali mu prawo jazdy i oczywiście osobny kącik przeznaczony dla Cleopatry.



piątek, 20 listopada 2020
Od Shaylyn cd Christiana
Po jej głowie jednak najgłośniej krążyły ostatnie słowa, które Julian do niej wypowiedział. Coraz mniej mogła zrzucić na stan upojenia alkoholowego, a przede wszystkim nie mogła zrobić tego aby wyjaśnić dreszcz jaki przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa w odpowiedzi na jego deklarację. Bardzo chciała wiedzieć skąd wzięła się ta reakcja. Może wynikało to po części z tego jak blisko niej się znalazł? A może dlatego, że zazwyczaj kiedy prawda wychodziła na jaw, osoba nagle przestawała utrzymywać z nią kontakt. Zazwyczaj jej brat był dobrym straszakiem na wszelkich facetów w jej otoczeniu. I nie dziwiła się im. Sama nigdy by tego na głos nie przyznała, ale momentami również obawiała się go. Bywał dość brutalny i cholernie precyzyjny w działaniach. Poza tym opanowanie w ekstremalnej sytuacji bywało niejednokrotnie najskuteczniejszą formą zastraszenia. A Xavier Ravenwood opanował ją do perfekcji. I wiedziała, że on będzie zawsze największą przeszkodą do pokonania w każdej sytuacji. Zyt wiele razy to przerabiała, aby o tym zapomnieć.
Jęknęła, kiedy za bardzo odchylił głowę do tyłu uderzając nią mocno o ścianę. Skrzywiła się odsuwając się i dotknęła delikatnie potylicy. Witaj siniaku. Wsunęła palce we włosy, zagarniając je do tyłu. Ruszyła powolnym krokiem z powrotem do kuchni, gdzie schowała kubki do zmywarki. Rozsiadła się przy stole, a na jej kolanach wylądował łeb Diablo. Uśmiechnęła się lekko do zwierzaka, głaszcząc go przy po głowie. Ciszę przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości. Spojrzała na wyświetlacz i miała wrażenie, że krew odpłynęła jej z twarzy. Wystarczył jej, że zobaczyła imię tego przeklętego faceta, aby jej dopiero odzyskany spokój, ponownie runął.
- Bardzo na rozrabiałam? – Rozległ się głos za nią.
Wzięła głęboki wdech starając się uspokoić. Odwróciła się i w wejściu do pomieszczenia zobaczyła zaspaną rudowłosą. Wyglądała jakby przejechała ją co najmniej ciężarówka.
- Nie no coś. Byłaś potulna jak baranek. Na przyszłość podrzucę cię od razu do burdelu – prychnęła bez chwili zastanowienia.
- Wiem co próbujesz zrobić, ale nie ma ze mną tak łatwo. Przypominam ci, że nie udało ci się mnie odgonić od siebie przez ostatnie siedem lat. Co jest grane? – Zapytała zmartwiona rudowłosa siadając obok niej i położyła dłoń na jej ręce.
- Nic poza tym co zwykle – powiedziała smętnym tonem. - Tonę w gównie po same uszy. Zresztą jak zwykle…
- Następnym razem wyjdę pół godziny później, niż się umówiliśmy - powiedziała na przywitanie, stając przed nim z zaplecionymi ramionami na piersi.
- Oj no przepraszam cię, ale były korki...
- Prędzej uwierzyłabym w kosmitów niż w to, że były korki kiedy szedłeś tu na piechotę – przerwała mu patrząc na niego sceptycznie.
Jej wieloletni przyjaciel Colin machnął jedynie ręką nie chcąc wdawać się w dalsze dyskusje. Sama postanowiła, że koniec z kłótniami z nim, kiedy dopiero co rzucił go chłopak. Jeden dzień litości, należy się każdemu. Złapała go pod rękę po czym udała się wraz z nim do klubu. Po przekroczeniu progu w ich uszy wdarła się głośna muzyka. Blondyn odwrócił się do niej przodem i śmiesznie poruszając biodrami pociągnął ją za sobą od razu na parkiet. Dziewczyna nie mogła nie zaśmiać się na ten widok. Z Colinem jakoś trudno było zachowywać jej sukowatą powagę. Chłopak był po prostu jak chodząca kulka szczęścia i aż zarażał radością. Po przetańczeniu paru piosenek, dziewczyna udała się w kierunku baru. Rozsiadła się wygodnie na stołku i wyciągnęła swój telefon. Wywróciła oczami widząc dwie suche wiadomości od brata informujące o rodzinnym obiedzie w przyszłym tygodniu, o którym mam pamiętać. Tylko on potrafi tak formalnie przedstawić wesołe zaproszenia naszej matki. Kolejna wiadomość była ponownie od niego z kolejnym błaganiem o spotkanie.
- A kogo to moje oczy widzą? – Poderwała głowę znad telefonu słysząc znajomy głos.
Jej oczom ukazał się poznany niedawno brunet. Przerzucił przez ramię ścierkę przyglądając się jej, być może z małym szokiem? Nie do końca potrafiła rozszyfrować jego minę. Schowała urządzenie do torebki, odrzucając od siebie obie wiadomości.
- Julek? No tego to się nie spodziewałam – powiedziała ze słyszalnym zaskoczeniem. – Jakoś nie wyobrażałam sobie ciebie za barem. A już na pewno nie, że spotkamy się akurat tu.
- A to mieliśmy się jeszcze spotkać? – Zapytał opierając się o blat naprzeciwko niej.
- Właściwie nie wiem czy to byłby dobry pomysł… Jednocześnie mój brat nie będzie mi mówił z kim mogę rozmawiać, a z kim nie. Jego konflikty to nie do końca moja sprawa.
- A ty nie jesteś przypadkiem jedną ze stron konfliktu?
Dziewczyna skrzywiła się nieznacznie, co mogło nawet zostać nie zauważone. Może i należała do Blackwood Beast z dwóch powodów. Po pierwsze była to jej rodzinna spuścizna, a przywiązanie do rodziny wciąż jest dla niej ważne mimo kilku trudnych lat, podczas których praktycznie nie rozmawiali. A po drugie wiedziała, że zostawienia Xaviera samego mogłoby być przypieczętowaniem jego autodestrukcji. To czy faktycznie popierała wrogość między kuzynostwem było inną częścią, nad którą wolała nie się w tej chwili nie zastanawiać.
- A ty przypadkiem tu nie pracujesz? -Zapytała unikając odpowiedzi na jego pytanie. - Może popiszesz się umiejętnościami, zamiast gadać.
Retrys Calaney

- Valerian Banter — przyjaciel
- Nienawidzi kotów;
- Jest oburęczny;
- Świetnie spawie spawarkami MIG/MAG;
- Nie lubi sztuki (poezja, obrazy, rzeźby);
- Ma uczulenie na czekoladę, przez co unika też innych słodyczy, jest w stanie pokusić się jedynie na landrynki;
- Raz na jakiś czas łapie ogromną wenę, by rzucić palenie, bez opamiętania pochłania wtedy landrynki, spotkać go też można z lizakiem w ustach, w zastępstwie czego później długo chodzi z samym patyczkiem;
- Ma mocną głową, nawet pod wpływem zachowuje powagę, przez co często otoczenie nadal ma go za w pełni trzeźwego, poznać jego upojenie można dopiero po ilości futryn w jakie wpada i nieodparta chęć wysłuchania pewnej bardzo lubianej przez niego piosenki, jeśli ta potrzeba niedostaje spełniona zaczyna robić się pasywno-agresywny;
- Śpiewa okropnie, śpiewane przez niego utwory, brzmieniem przypominają raczej przerzucanie żwiru;
- Jest specjalistą w pędzeniu samogonów, wino i bimber nie mają przed nim tajemnic;
- Lubi też raz na jakiś czas napić się whisky z lodem;
- Posiada trzeci stopień mistrzowski w karate;
- Pali tylko Sobranie black russian, na które schodzi duża część jego wypłaty;
- Jest w połowie Włochem (ojciec) i połowie Amerykaninem (matka)
czwartek, 19 listopada 2020
Od Xaviera cd Cynthii
Mężczyzna pokonywał szybkim krokiem miasto. Zazwyczaj pokonywał miasto
samochodem, jednak tego dnia zdecydował się na przemierzenie trasy na
piechotę. Jak zawszę, kiedy zmierzał w kierunku cmentarza w rocznicę jej
śmierci lub urodzin. Dzisiaj przypadał drugi z powodów. Ręce schował w
kieszenie, pogrążył się w głębokim zamyśleniu. Zbyt często ostatnio
popadł w zadumę, jednocześnie bardziej się zasępiając.
Z jego myśli wyrwał go pies, który przebiegł obok niego, wesoło merdając
ogonem. Rozejrzał się w poszukiwaniu właściciela rozbrykanego brytana,
jednak nie rzucił mu się nikt, kto rozglądałby się za nim. Mężczyzna
zastanowił się przez moment, po czym ruszył powoli w kierunku psa. Kiedy
był już niedaleko niego zagwizdał, próbując przywołać go do siebie.
Zwierzak zatrzymał się i z zaciekawieniem obserwował poczynienia
brązowowłosego. Po chwili podbiegł zadowolony do niego, czym całkowicie
zaskoczył Xaviera.
- Powiedz mi koleżko, skąd się tu wziąłeś…
Chłopak złapał za obrożę, szukając jakiejś zawieszki, na której
znalazłby chociaż numer telefonu do właściciela. Niestety poszukiwania
spełzły na niczym, a chart zaczął coraz bardziej kręcić się
zniecierpliwiony długim staniem w miejscu. Ravenwood postanowił poszukać
samemu właściciela i udać się mniej więcej w kierunku, skąd przybył
zwierzak. Pozostawał jednak pewien problem. Prowadzenie psa za obrożę
było niewygodne, więc wziął zwierzaka na ręce, licząc na jego współpracę
i niewyrywanie się. Wbrew obawą pies postanowił ułatwić poszukiwania i
nie wykonywał zbyt wielu ruchów. Przynajmniej do czasu, gdy chart nie
dostrzegł znajomej twarzy.
— Nawet nie wiem, jak mam ci dziękować — powiedziała, siłując się ze
sprzączką od obroży. Xavier obserwował jej nieudolne próby zawiązania
pozostałości smyczy. — Już myślałam, że spędzę kilka kolejnych dni na
bezcelowym włóczeniu się po mieście w poszukiwaniu tego łobuza.
- To nic takiego. Czekaj pomogę ci – powiedział, widząc jak starania
dziewczyny spełzły na niczym. On sam przejął pasek, podczas gdy
dziewczyna uniosła sprzączkę od obroży. – Doskonale pamiętam, jak moja
Luna uciekła – mówiąc to zawiązał smycz na supeł i wyprostował się. –
Nie tak do końca sama z siebie, bo z mieszkania nie mała tak łatwo
wyjść, ale moja kochana siostrzyczka jej chętnie pomogła.
Dziewczyna sprawdziła jeszcze, czy wiązanie jest na tyle mocne, by
wytrzymać pociągnięcie, po czym wyprostowała się. Ciemnowłosy w końcu
przyjrzeć się osóbce stojącej przed nim. Miał wrażenie, że w całym swoim
życiu nie spotkał kogoś, uśmiechałby się całym sobą. A brązowowłosa
przed nim dokładnie tak wyglądała. Jakby cała emanowała radością. W
obecnej sytuacji, kiedy odnalazł się jej zwierzak, w sumie nie było to w
sumie niczym dziwnym. Zapewne sam w takim przypadku szczerzyłby się jak
nie on.
- W jaki sposób pomogła? – Zapytała z zainteresowaniem, głaszcząc psa po głowie.
- Wychodząc zostawiła uchylone drzwi, a moja wtedy półroczna ciekawska
suczka postanowiła pozwiedzać miasto. Całe szczęście doszła jedynie do
parku, więc całkiem szybko ją dorwałem. Tam zresztą znalazłem również
twojego uciekiniera. Ewidentnie ciągnie tam zwierzęta.
- Zdecydowanie coś je tam ciągnie, ponieważ Haru jeszcze tam nie był.
Pierwszy raz jestem w tej części miasta, przez tego łobuza.
- Czasem trzeba uciec w nieznane. W każdym bądź razie, nie zatrzymuję
dłużej. Mam nadzieję, że więcej nie będziesz zmuszona go gonić. Życzę
miłego dnia – powiedział z delikatnym uśmiechem i ruszył powoli we
wcześniej obranym kierunku.
- A może dasz się zaprosić na kawę? – Zapytała zatrzymując go tym.
Mężczyzna odwrócił się do niej rozważając propozycję. - Tak w ramach
podziękowania, za złapanie Haru.
Xavier spojrzał na zegarek rozważając, czy nie stracił już i tak za dużo
czasu. Do spotkania miał co prawda jeszcze ze dwie godziny, jednak
biorąc pod uwagę czas dojazdu i pierwotny cel jego podróży, nie miał go
prawie w ogóle. Miał zamiar odmówić, jednak coś w spojrzeniu dziewczyny
odciągnęło go od tego. Przejechał dłonią po karku, podejmując decyzję.
Na cmentarz może udać się i wieczorem lub jutro.
-W sumie czemu nie. Chociaż najpierw wolałbym poznać imię właścicielki łobuza Haru.
Dziewczyna zaśmiała się, przykładając dłoń do czoła.
- No tak – zaczęła kiwając powoli głową – z tego wszystkiego nawet się sobie nie przedstawiliśmy. Jestem Cynthia.
- Xavier. To skoro formalności za nami, chodźmy do tej kawiarni.
Cynthia?
(642 słowa)
Od Christiana cd Shaylyn
Vanya Izaak Lazarev

- Ojciec, Aleksandr Lazarev - bardzo surowy i ponury człowiek, który swoje lata świetności ma zdecydowanie daleko za sobą. Od kiedy kobieta jego życia wysmyknęła mu się między palcami stał się uśpioną bestią, która jedynie czekała na okazję, żeby wyżyć się na własnym synu. Vanyę traktuje jak obcego, nie nazywa go swoim potomkiem, nie przyznaje mu nawet własnego nazwiska. Żeby unikać syna, kupił mu nawet mieszkanie na przedmieściach. Od kiedy Sucker skończył osiemnaście lat i wyprowadził się, Aleksandr mieszka sam w sporym, dwupiętrowym domu. Nie pozwala się odwiedzać, chociaż świadomy jest, że Vanya często przychodzi pod dawny dom, aby usiąść na schodach i po prostu czekać na skruchę starego tyrana.
- Wieloletni przyjaciel, Leon - on i Vanya poznali się, kiedy obaj mieli po szesnaście lat. Od tamtej pory trzymają się razem i są niemal nierozłączni. Leon jako pierwszy dał się wciągnąć w ciemną stronę miasta, zrobił to zresztą z własnej woli. Kiedy tylko Vanya postanowił do niego dołączyć, zapoznał go z paroma znajomymi i stanowczo za niego poręczył. To głównie dlatego Sucker został przyjęty do przestępczego środowiska. Leon Potts to niesamowity optymista, który z każdej sytuacji wyjdzie obronną ręką. Jest dla Vanyi jak brat, zawsze mu pomaga i ratuje, kiedy chłopak wpadnie w poważne kłopoty.
- Uważa Valeriana za największe szczęście, jakie spotkało go w życiu. Nieważne, co się między nimi wydarzy, zawsze do niego wraca, choćby nie wiem co. Stara się przekazywać chłopakowi każdym swoim słowem i gestem, jak bardzo go kocha.
- Vanya jest leworęczny, chociaż jego ojciec przez wiele lat usiłował to w nim zwalczyć. Starą metodą przywiązywał mu lewą rękę do krzesła i kazał pisać prawą, jednak pismo wychodzące spod słabszej ręki chłopaka było tak paskudne, że Aleksandr wkrótce dał sobie spokój ze zwalczaniem mańkuctwa syna.
- Oprócz blizn na dłoniach Sucker nosi blizny również na plecach oraz brzuchu. Można powiedzieć, że jego ojciec w pewnym momencie swojego życia naprawdę marnie radził sobie z samym sobą oraz żalem po utracie ukochanej. Bycie traktowanym w tak okropny sposób zrodziło w chłopaku sporą tolerancję na ból.
- Ma lekką nietolerancję czekolady, więc po dużej ilości tego smakołyku na jego skórze pojawiają się czerwone plamy, które swędzą, a czasem także pieką. Pech chciał, że wyjątkowo ją lubi, zwłaszcza z kawałkami słonego karmelu.
- Do szesnastego roku życia nie znał ani słowa w języku rosyjskim. Ojciec zabronił mu się go uczyć, aby mogli odciąć się od przeszłości w Rosji, a Vanya nie chciał go rozjuszać. Wiele osób kwestionowało pochodzenie chłopaka, jednak po nim spływało to jak woda po kaczce. Dopiero Leon, kiedy dowiedział się o fanaberii ojca Vanyi, zapisał ich obu na kurs rosyjskiego. Dzięki temu Sucker może choć po części odbić od siebie szyderstwa.
- Jeśli chodzi o broń, jest zdecydowanym zwolennikiem broni palnej. Nie tylko ze względu na większy zasięg, ale przede wszystkim dlatego, że wówczas nie musi bezpośrednio brudzić sobie rąk czyjąś krwią. Ciężko jest go spotkać bez kabury i pistoletu.
- Uwielbia zakładać na siebie części garderoby powszechnie uznawane za damskie. Często nosi spódnice, pończochy, buty na wysokim obcasie, a nawet stringi oraz staniki. Chłopak nie kwestionuje swojej tożsamości, zwyczajnie podoba mu się, jak jego cechy fizyczne mogą zostać uwydatnione dzięki odpowiednim, kobiecym elementom stroju.
